Uwielbiam robić zdjęcia rodzinom, choć nie zawsze jest to łatwe. No pomyślcie cztery pary oczu, z których każde mruga w swoim tempie. 4 buzie robiące miny, wybuchające śmiechem lub ziewające (w tym przypadku głównie chodzi o Karolcię) i to wszystko ma się zmieścić w moim obiektywie razem z milionem emocji.

 

 

 

Dzieci to bezwątpienia istoty najbardziej wdzięczne do fotografowania, ale to też istoty nieufne do jakichś dziwnych sprzętów, obcych bab z tym sprzętem. No i pełne entuzjazmu i uśmiech jeśli się przed nimi trochę otworzyć i razem z nimi powygłupiać.

 

 

 

 

 

 

 

Na a kiedy dzieci jest kilkoro to tych emocji, potrzeb, które wybuchają raptownie i w różnych momentach jest trochę więcej. Ale przez to jest też ciekawiej. Sesje rodzinne lubię najbardziej za to, że w kadr mogę złapać nie tylko dzieci z ich radością, bezgranicznym zachwytem, szczerymi emocjami, ale też rodziców i ich uczucie do swoich skarbów.

 

 

 

 

 

 

No a wiecie co jest największą zaletą takich rodzinnych zdjęć? Na nich dzieci nigdy nie dorosną, do tych zdjęć można wrócić po wspomnienia, wzruszenia i uśmiech.

 

 

 

 

 

Na sesji u Asi i Piotrka te emocje, niezwykła ciekawość i żywiołowość 3 letniego Artura i grymasy trzymiesięcznej Karoli, opiekuńczość i czułość rodziców dały mi spore pole do popisu i okazje żeby je uchwycić.

 

 

 

 

 

 

 

No ale też po protu było miło: piękne popołudnie z sympatycznymi i ciekawymi ludźmi.  Taka atmosfera naprawdę udziela się na zdjęciach.

 

 

 

 

 

 

 

Dzieci mają w sobie coś, co ja strasznie lubię próbować złapać na zdjęciach, a rodziny mają tego czegoś jeszcze więcej. Każdy ma swój ładunek emocji, a do tego dochodzą uczucia: troska brata, miłość rodziców, zaufanie maluszka.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Name *